Hasło:
E-mail:
?
  Aktualności  

Przygoda w galopie

Przygoda w galopie

2013-05-13

 

 
 
 
Przygoda w galopie                
Magdalena Klinkosz, kl.VI b
 
To było jak wicher, jak wiatr i burza w środku lata. A lato było! I to jakie! Na końskim grzbiecie! Wyjazd w teren, całym zastępem, na jedną z ulubionych tras, Modrzewiowy Szlak, okazał się niespodzianką i sprawdzianem jednocześnie.
Droga, jak zwykle w kartuskich lasach, była prosta do czasu, w którym złudny zakręt nie pozwolił utrzymać galopu. Z półnagich zboczy wąwozu wystawały korzenie buków, a grząskie gdzieniegdzie tereny kazały uważać na końskie kopyta. Poślizg byłby zgubny dla konia i jeźdźca. Jechali powoli, stępując, by rozgrzać mięśnie, przygotować do dalszej pracy. Radosne podniecenie nie pozwalało na pełne opanowanie i kontrolę nad zwierzętami. To pierwszy wspólny obozowy wyjazd. Lekki kłus dał okazję, by radośnie podskakując na grzbietach wierzchowców, pędzić dalej zważając na bijące po twarzy gałązki. Nadeszła chwila próby, na wąskiej leśnej ścieżce pojawiła się przeszkoda. 
– Kasiu, ostrożnie, prosto prowadź Omenę. Teraz łyda! – Pan Tomek udzielał  instrukcji i sam nie zerkał na najdzikszą z klaczy, na której jechał, Wonder. 
Kasia skoczyła, jak zwykle dobrze, za nią Paulina i Magda. Pokonywały przeszkodę z pozycji „stój”, kłusowały dalej i razem z instruktorem przeszły do galopu. Po intensywnej radosnej galopadzie jeźdźcy zawrócili i skierowali się na tę samą przeszkodę od drugiej strony. Najpierw przejechał pan Tomek na Wonder, potem Paulina na Oksanie, dalej Magda na Zorbie, na końcu Kasia na Omenie. 
-Aaaa! O kurczę!  - krzyknęła ostatnia z amazonek. 
Omena bryknęła Kasi podczas skoku i zrzuciła ją. Dziewczyna upadła na ziemię. Magda galopowała dalej nie wiedząc, co się stało i oddaliła się od grupy o kilkanaście metrów. Instruktor wołał do niej: 
-Magda! Wolta! Uciekaj! 
Dziewczynka jednak zrozumiała: „Szybko, szybko, umiera!”. To, co nastąpiło później, przeszło najśmielsze oczekiwania. Magda próbowała skierować swoją klacz do lasu, ale w tym momencie, Omena, już bez Kasi, jak strzała, przecwałowała po jej lewej stronie. Zorbie więcej nie trzeba było do „totalnej zrywki”, popędziła za Omeną z Magdą na swoim grzbiecie, która trzymała się kurczowo wodzy i główkowała, jak najdłużej utrzymać się w siodle. Miała ochotę z niej zeskoczyć, ale zabrakło jej odwagi. Jak na złość, błotny kleks z kopyta Omeny trafił ją prosto w oko. Pan Tomek chciał ją ratować i próbował batem zatrzymać cwałującą Zorbę wciąż niosącą wątłą dziewczynę na swoim grzbiecie. Klacz zwolniła, ale też po chwili skręciła w bok i straciła kontakt z batem. Na zakręcie, kiedy biegła wolniej, Magda zsunęła się po wodzach i  przefikołkowała w tył. Błoto było nieprzyjemnie mokre, ale wylądowała szczęśliwie. Panu Tomkowi udało się zatrzymać Oksanę z Pauliną na grzbiecie. Uciekające klacze popędziły w kierunku stajni, a reszta jeźdźców do Kasi, by sprawdzić, co się z nią stało. 
-Kasiu, ty żyjesz? Nie umarłaś? – gorączkowo dopytywała Magda. 
Kasia uśmiechając się przez ból trzymała się za rękę, którą, jak okazało się później, złamała. Wszyscy wrócili do stajni, gdzie czekały uciekinierki-klacze już oporządzone przez stajennego, chrupiące siano w swoich boksach. Po tym, jak długo Magda trzymała się w siodle, na Zorbie, otrzymała ksywkę Szerszeń, z której jest do dziś bardzo dumna, bo długo nie spadła z konia w cwale, jak ten owad. 
 
 Magda "Szerszeń"  wśród laureatów.